Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cos innego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cos innego. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

Niecierpię kotów . . .

Profil mojego bloga miał być typowo fotograficzny. Piszę miał być bo odkąd w mojej rodzinie pojawił się nowy osobnik płci żeńskiej, będę o niej wspominać dużo i namiętnie.


(Ja i moja Piti)

We wcześniejszym wpisie mogliście poznać moją i jej krótką historię.
Myślę, że teraz czas na większe wynurzenia.

Jak wspomniałam wcześniej (tutaj) nigdy nie przepadałam za kotami. Chociaż nie przepadać to w moim przypadku zbyt lekkie określenie. Ja ich nie cierpiałam, nie lubiłam jak właziły mi na kolana, łasiły się do stóp, miałczały zaciekle aby poświęcić im chwile uwagi. BLE!!

Kot, zwierzę, żywa istota więc tolerowałam, nie krzywdziłam broń Boże. Omijałam szerokim łukiem, a wszelkie wizyty u babci spędzałam na oganianiu się od niesfornego Brutusa, rudego potwora, który jak tylko usłyszał mój głos to leciał na zabicie. Ja leciałam również, ale w przeciwnym kierunku.

Oj co to były za czasy. Brutus na łóżko, a ja fru i już w łazience, ja wcinam śniadanie a ten "żebrak" miałczy aż bębenki w uszach pękają, Brutus biegiem na drzewo a ja o mało się nie połamałam żeby jak najszybciej zleźć.

No i coś czego nie lubiłam, nie przepraszam, nienawidziłam najbardziej, otwieram oczy po całonocnych "historiach strachu" a tu gęba Brutusa wyszczerzona w wielgachnym uśmiechu dwa milimetry od mojej pięknej dziecięcej buźki. 
Przez wiele lat myślałam, że jak śpię to Brutus szykuje niecny plan, jakby mnie tu uśmiercić i nie narobić bałaganu.
Przez wiele długich lat żyłam mitami na temat tych stworzeń, że są samotnikami, ludzi traktują jak restauracje z hotelem, roznoszą mnóstwo chorób, tylko czekają żeby Cię zjeść, pokazują ci 4 litery bo właśnie tam jest Twoje miejsce w ich "słowniku" oraz wiele, wiele innych. 
No i oczywiście, że kot jak nic innego uwielbia mleko :) a ogon jest mu potrzeby żeby Cię myrdał po twarzy i doprowadzał do szewskiej pasji.
(obce bestie przyłapane)

Moja "miłość" do tych boskich stworzeń nie uległa zmianie nawet wtedy kiedy trafiłam pod dach ogromnej ich miłośniczki. Posiadaczki sześciu (wolno biegających) trzymających się domku i około piętnastu (dochodzących do miski) przybłęd. 
W zimie tego, to było masakrycznie dużo. Nadmienię że dla mnie jeden kot to było dużo a co dopiero piętnaście.

Tak mijały kolejne już dorosłe lata mojego życia i ciągle zapierałam się rękami i nogami aby przypadkiem ich nie polubić.
Najgorsze były maluszki, ciągle plątały się pod nogami. To chyba jakiś sport narodowy kotów żyjących wśród ludzi - plątać się pod nogami i nie zostać niechcący kopniętymi. 
 
Nie zawsze się to maluszkom udawało ze mną. Czasami potrafiły pojawić się znikąd i jedyne co słyszałam to ciche "miał". No cóż mogłam innego zrobić po niechcącym niezauważeniu i kopnięciu kociaka? Na rączki, mizianie i głośne przepraszam.
Ale i tak kotów nie lubiłam! ;)
Ale jak to mówią w moich stronach "przyszła kryska na Matyska" :) 
Ale o tym szerzej w kolejnym poście.

środa, 9 kwietnia 2014

Poranne skarby

Bardzo często zdarza mi się spacerować z aparatem, co przyprawia o palpitacje serca niektórych domowników. 

Oj nie rzadko słyszę określenia paparazzi, nawiedzona czy zwyczajne weź to stąd.

Dlatego kiedy mam już dość rodzaju ludzkiego, skupiam się na tym czego wiele osób nie zauważa. Bądź zauważa ale nie skupia na tym wzroku dłużej niż przysłowiowe "rzucenie okiem".

Poranny spacer potrafi mile zaskoczyć, nie dość że jest przyjemnie chłodno, poranna rosa moczy buty to jeszcze można odnaleźć wiele ciekawych fotograficznych rarytasów. 

Polecam Wam z całego serca takie poranne lub wieczorne eskapady. Weźcie aparat i w drogę.
Nie musicie iść czy jechać niewiadomo jak daleko, wystarczy Wasz ogródek. 
Dlaczego rano lub wieczorem, zróbcie zdjęcia to sami się przekonacie.


piątek, 17 stycznia 2014

Wiosennie w styczniu...

Ja mam wiosnę, nie wiem na jak długo zagościła w mych skromnych progach ale trzeba się nią nacieszyć.

Na początek piękny zielony mech na rozpoczynającym kwitnienie drzewie.



Następna oczywiście forsycja, patrząc na nią nie mogę odczekać się Wielkanocy :)




środa, 25 grudnia 2013

Radosnych Świąt

W ferworze przedświątecznych porządków i przygotowań Wigilijnych nie miałam nawet czasu aby tutaj zajrzeć. 
Dlatego dzisiaj w Boże Narodzenie przyjmijcie ode mnie te oto życzenia:

Kiedy jasna gwiazdka błyśnie
Niech Ci serce radość ściśnie
Niech choinka jasno świeci
Niech nadziei płomień wznieci
Niech kolęda zabrzmi w koło
Niech świat śmieje się wesoło
Będzie miło i serdecznie
A Twe szczęście niech trwa wiecznie.



czwartek, 14 listopada 2013

Gotowanie potrafi zmienić punkt widzenia.

Wczoraj postanowiłam zaszaleć w kuchni. Miałam świetny pomysł na obiad, pełen smaku i aromatu, pełen ziół i przypraw.

Jeszcze dobrze nie zaczęłam, a już w głowie zaświtał mi pewien pomysł. 

Zobaczyłam kolorowe przyprawy i pobiegłam po aparat.

Efekt - brak wyszukanego obiadu i kilka kolorowych zdjęć.

Bohaterami została: czubryca czerwona, kurkuma i bazylia. 




Do wykonania "sesji" potrzeba:
1. Kolorowe przyprawy (czerwień, żółć i zieleń lub inne kolory),
2. Talerz, deska lub blat aby mieć gdzie wysypać naszych bohaterów,
3. Dodatki (choć wcale nie są konieczne, u mnie kluczyk i guziczek),
4. Aparat fotograficzny (bez tego raczej ciężko o zdjęcie),
5. Cierpliwość.

Pamiętajcie kolor jest wszędzie, choć nie zawsze jesteśmy w stanie go dostrzec. Nie wiem dlaczego tak jest ale pewnie winą za to można obarczyć jego nadmiar, bo czasami to co najbardziej oczywiste nie rzuca się w oczy. 

Miłej zabawy.

wtorek, 12 listopada 2013

Pomarańczowa zabawa kolorem

Dzisiaj z racji w miarę ładnej pogody i nieodpartej pokusie zabawy, postanowiłam wziąć w obroty pomarańcze i pobawić się trochę kolorem. 

Polecam Wam taką formę rozrywki, bo można stworzyć kolorowe różności z głównym bohaterem jaki tylko przyjdzie Wam do głowy.

Ja potrzebowałam plasterek pomarańczy, taśmę klejącą, okno, wodę i kolorowe tło za które posłużyłam mi reklamówka w kolorowe pasy.

Efektem zabawy są oto te zdjęcia:




Przede mną jeszcze mała wycieczka w poszukiwaniu koloru, oby udało mi się upolować coś sensownego i ciekawego.

Miłej zabawy.

niedziela, 10 listopada 2013

Tamron 70-300mm F/4-5,6 Di LD Macro 1:2

Od pewnego czasu nachodziło mnie na nowe szkiełko. Niestety brak wolnych środków sprawiał, że żyłam jedynie marzeniami.

Na całe szczęście pojawił się pewien dobry duszek, który nie mógł już znieść tego mojego wzdychania i postanowił sprawić mi wyjątkowy prezencik. 

Właśnie dzisiaj otrzymałam Tamrona i pełna obaw, bo wiele negatywnych opinii utkwiło mi w głowie poleciałam na podwórko go wypróbować.

Oto kilka testowych zdjęć:











Na razie jestem BARDZO zadowolona, żeby nie napisać zachwycona. Wszystko pięknie chodzi, mam nowe ogniskowe, jedynym minusem może być obecna waga mojego aparatu. Ale rundka na siłowni załatwi sprawę (hi hi).

sobota, 2 listopada 2013

Dynia 2013 - niestety

W tym roku nie ma dyni :(

Niestety, tutaj kto pierwszy ten lepszy, mnie się nie udało. W tym roku bez dyni, ale jest szansa na dynie po Halloween, a wtedy będzie sesyjka jakich mało (no dobra jakiej jeszcze Ja nie robiłam).

Za niedługo Boże Narodzenie, choineczki, pasterka, karp wigilijny i rodzinna miłość. Chciałabym być z Wami (moja kochana rodzinko) ale nie można mieć wszystkiego, więc pozostają urywki rzeczywistości (Rafał Socha).

 Za niedługo kolejne zdjęcia więc bądźcie cierpliwi. 

poniedziałek, 28 października 2013

Halloween

Halloween

Święto Halloween zapoczątkowali Celtowie, którzy zamieszkiwali obecne tereny Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i płn. Francji. Celtyccy kapłani, nazywani druidami, czcili w tym dniu w szczególny sposób boga śmierci Samhain.
Resztę informacji możecie poczytać tutaj  lub poszperać w internecie, z pewnością na coś ciekawego traficie.

Mogłabym Wam przedstawić również setkę zdjęć, jak na każdym kontynencie ten dzień jest obchodzony. Z całą pewnością bylibyście w siódmym niebie.
Nie mam jednak zamiaru Was uszczęśliwiać na siłę, dlatego przedstawiam Wam swoją pierwszą w życiu dynię. 
Jej sesja zdjęciowa wykonana została kiedy to aparat służył mi jedynie do pstrykania fotek (rocznik 2012).




Mam nadzieję, że w tym roku moja dynia będzie bardziej fikuśna a jej sesja zdjęciowa o wiele lepsza.

Czekam na Wasze dynie. Chwalcie się "ile wlezie" a każde zdjęcie będzie umieszczone na blogu i stronie na fb oraz google+ - oczywiście tylko i wyłącznie za Waszą zgodą.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...